Wczoraj byłem w teatrze na pewnym spektaklu który niespodziewanie nakierował mnie na temat dzisiejszego wpisu. Główny bohater zostaje niesłusznie oskarżony a jego życie krok po kroku upada. Walczy o swoje imię, ale tak na prawdę wyrok przez opinię publiczną został już na niego wydany. Winny niezależnie od prawdy, która w tym momencie się już nie liczy. Właśnie teraz pojawia się pytanie czy może się z tego podnieść czy też nie. Moim zdaniem nigdy nie ma sytuacji bez wyjścia a opinia innych ludzi bywa często krzywdząca, natomiast zamiast brać ja do siebie możemy sami ją poddać analizie i zdecydować co z nią zrobić, a nie poddawać się tej krytyce i myśleć jacy to my jesteśmy źli. I tutaj zaczynam dochodzić do sedna mojego dzisiejszego przekazu, że najgorszymi oskarżycielami w naszym życiu jesteśmy my sami. Spójrzcie ile razy byłeś/byłaś na siebie zła, bo coś Ci się nie udało np. nie zdałaś egzaminu na prawo jazdy. Zaczynasz się krytykować stajesz się jak ten główny bohater spektaklu krytykowany jak to mówisz przez cały świat, ale to nie do końca tak jest, bo największym krytykiem swojego życia jesteś właśnie Ty. Warto sobie odpowiedzieć w tym miejscu na pytanie. Co daje Ci taka momentami pewnie agresywna i szaleńcza krytyka samego siebie? Jak wpływa ona na moje samopoczucie i ocenę jako człowieka?
Spójrz jak łatwo krytykować samego siebie a jak trudno pochwalić samego siebie. Ktoś pewnie zaraz mi zarzuci, że nawołuje do egoizmu, nie absolutnie nie o to mi chodzi. Skoro tak mocno potrafię wskazywać moje wady i moje porażki to może warto z równie wielką siłą wskazać swoje zalety których jest z pewnością jeszcze więcej. Uwierz w siebie a wszystkie niepowodzenia traktuj jako nowe doświadczenie które ma Ci przynieść coś co zaprocentuje w przyszłości. Ani ja ani Ty nie wiesz co to będzie, ale doceń to i nie wpadaj w atak krytyki i wewnętrznego niszczenia samego siebie i właśnie tego Ci dziś życzę :)
Cześć i czołem! Z tej strony mistrzyni autokrytki. Jakby to powiedział pewnien były prezydent "jestem za, a nawet przeciw". Krytyczne spojrzenie jest ważne, pozwala nam spojrzeć na siebie z dystansu. Wiadomo, z niczym nie należy przesadzać. Z egoizmem także. Jednak zawsze chwalę i doceniam zdrowy egoizm (byle nie narcyzm!). Spójrzmy na dzieci... ile w nich dumy z własnych osiągnięć, nawet najmnniejszych. To my powinniśmy się od nich uczyć, a nie oni od nas. Brawo dla każego, kto potrafi siebie docenić! Oby tak dalej, więcej pozytywnych wibracji w nowym roku ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
stokrotka
Ps: Myślałeś kiedyś, żeby zostać coachem?
Hej! Każdy z nas jest chyba absolutnym mistrzem w dziedzinie autokrytyki, więc trzeba i warto nad tym pracować, żeby nie przesadzić, bo można pogrążyć samego siebie.
OdpowiedzUsuńZgadzam się też z Tobą w kwestii nauki od dzieci. Cieszymy się tak jak one małymi rzeczami, bo to właśnie one budują piękno dnia codziennego.
Nie myślałem o byciu coachem :p