Witam wszystkich ;d Na początek może odrazu odpowiem na pytanie,które mi zadała pewna osoba na pytanie po co Ci blog?? Odpowiem.To miejsce,gdzie będę się mógł podzielić moimi refleksjami nie tylko z tymi,których znam,ale też z innymi ludźmi.Bardzo chętnie porozmawiam z każdym.
To może sie podziele pierwszymi refleksjami jakimiś??Mam nadzieję,że moje wypociny jakoś polecą.
Pierwszą kwestią,którą chciałbym poruszyć jest kwestia popularnego kręcenia jazdy;p Wiele osób sądzi,że nie można tego robić bez alkoholu a moim zdaniem jest to totalną nieprawdą,bo wystarczy mieć wenę,a do tego fajną zgraną paczkę i się wszystko powiedzie.Człowiek,gdy nie potrafi w sobie odnaleźć ducha radości gaśnie z każdym dniem,a to nie jest stanem pożądanym.Któż z nas chce być wiecznie smutny i zagubiony??
Również trudną kwestią są relacje między ludzkie.Wiele osób boi się opinii innych,którzy potrafią tylko oceniać. Wydaje mi się,że jeśli nie zaakceptujemy odmienności innych to ta druga osoba może się zamknać na świat a to nie byłoby dobre ani dla nas ani dla niej,w szczególności dla niej,Jak mówi pewien mój dobry kolega Człowiek to zwierzę,które musi żyć między ludźmi,więc starajmy się słuchać ludzi,a nie tylko krytykować innych,bo jak jest napisane w Bibli : "Kto pierwszy bez winy niech rzuci kamień..."
Dziękuje za czytanie moich tekstów i zapraszam do dyskusji :))
Czegoż można życzy początkującemu blogerowi, jak nie częstych i genialnych wpisów, a przy okazji niezliczonej rzeszy osób odwiedzających i komentujących posty. Powodzenia Daniel w drodze ku sukcesowi!
OdpowiedzUsuńOj tam, oj tam… czyż nie jest trochę za duży przeskok od kręcenia jazdy do bycia wiecznie smutnym i zagubionym? Owszem zgadzam się, że aby kręcić jazdę nie jest potrzebny alkohol. Ale? No własnie, ale czy jest to powiązane z smutkiem, zagubieniem, rozpaczą itp. itd.? Co za problem być w dobrym towarzystwie, brać udział czynny lub bierny w kręceniu jazdy a wewnątrz być totalnie zagubionym, smutnym?
OdpowiedzUsuńI tu tak pomiędzy te dwa czynniki wchodzi druga część Twojej wypowiedzi. Relacja międzyludzka. Zarówno kręcenie jazdy jak i stan zagubienia opiera się na relacji. Czy będziesz kręcił jazdę z kimś kogo nie lubisz? Czy będziesz smutny, zdołowany jeśli wiesz że obok masz pomoc? W Mądrości Syracha w rozdziale 6 czytamy takie słowa: „…przyjaciel potężną obroną, kto go znalazł, skarb znalazł. […] Wierny przyjaciel jest lekarstwem życia; znajdą go bojący się Pana.”
I tak z ostatnich dni. Czy na smutek, zdołowanie, zbudowanie odpowiednich relacji najlepszym lekarstwem nie jest Pan, który często mówi przez drugich?
Pan jest lekarstwem na wszystko. Choć czujesz się beznadziejnie, nie wiesz co robić, On jest z Tobą, bez względu na wszystko. Musisz Mu tylko zaufać. Pozdrawiam. Powodzenia. ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejny wpis..
Dobrze, hope0112, powiedzmy że ja to chyba rozumiem. Napisałem chyba, bo do końca nie wiem jak to zrozumieć. Otóż zapytał mnie kiedyś na bulwarze w Krakowie pewien mężczyzna: Jak ty wierzysz? Nie zapytał w co/kogo, ale jak? I myślisz, że gdybym odpowiedział mu: zaufałem Panu, to on zrozumiałby moją wiarę? Jestem przekonany w 100% że nie.
OdpowiedzUsuńW dzisiejszej homilii kaznodzieja odwołał się do jakiegoś bloga, gdzie wyczytał: "Im bardziej poznaję ludzi, tym bardziej kocham zwierzęta". Trochę się w tym miejscu wyłączyłem i zastanowiłem. W ostatnich miesiącach poznałem wielu ludzi. Niektórzy pomagają mi się wzbić, a niektórzy podcinają skrzydła. Ale jaka jest moja miłość, moja relacja do ludzi? Cieszę się że wielu jest obok. Czy postawa tych podcinających skrzydła nie jest podobna do Heroda, który próbował zabić Boga? (także nawiązanie do dzisiejszej homilii ks. Rafała) Tylko jaka jest moja tu postawa?
Jak to zrozumieć? Jak ugruntować swoją wiarę? Jak zaufać?
"Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. [...] Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego..." (Pwt 30)
Jak wybrać?
Jak zaufać? Jak zrozumieć? Jak wybrać?
OdpowiedzUsuńZadajesz dużo pytań. Nie odpowiem niestety na żadne z nich. wydaje mi się, że nie ma jednej odpowiedzi na te pytania. Odpowiedź musisz odnaleźć wewnątrz siebie.
Kiedyś miałam problem, czułam się zagubiona, rozmawiając z kimś wyjątkowym dla mnie usłyszałam słowa: "Musisz więcej rozmawiać z "tym na górze".
Miał racje. I nie mówię tu, że problemy zniknęły, one wciąż istnieją. Chcę tylko powiedzieć, że już się nie boję, zaufałam Bogu, wiem, że nie jestem sama. Chcę by to właśnie On kierował moim życiem. On ma wobec mnie jakiś plan, do którego ja chcę się dostosować...
I przed kilkoma dniami usłyszałem bardzo podobne słowa, że muszę rozmawiać z Tym "na górze". No owszem, rozmowa, dialog to połowa sukcesu. Ale wciąż się kręcimy wokół tego co "ja", jak "ja mam zrozumieć". Dlatego wyżej zacząłem od krakowskich wspomnień. Nagle ktoś Cię na ulicy zaczepia i pyta: jak Ty wierzysz? Na dzień dzisiejszy raczej rozłożyłbym ręce i nie dał jasnej odpowiedzi. Ale na pewno pokazałbym osoby, które dla mnie są świadkami wiary. I nie koniecznie byłyby to osoby sprzed wielu wieków, wielu lat. Niekoniecznie byliby to męczennicy za wiarę. Ale wystarczy się porozglądać dokoła. Nawet nie daleko, tylko po znajomych, kolegach, przyjaciołach. Bo dzisiaj nam potrzeba bardziej świadków aniżeli przykładów. (Chyba JPII tak mówił)
OdpowiedzUsuńAle "jak"? Nie wiem. Chyba że Ty hope0112, lub ktoś inny ma jakąś odpowiedź jak? Bo w Co/Kogo? To ja wiem, jak - widzę, ale nie potrafię przełożyć to dla siebie.
Ks. Twardowski mówi: "Wierzyć - to znaczy nawet nie pytać, jak długo jeszcze mamy iść po ciemku." Jak Ty wierzysz? Zadaj to pytanie osobie na wózku, która tańczy czy pływa, osobie niewidomej, która sama się porusza czy osobie z jedną ręką, która gra na gitarze.
OdpowiedzUsuńTak pisał ks. Twardowski. Ale wyobrażasz sobie dojść do wiary - czyli bezgranicznego zaufania Jezusowi bez pytań? Owszem, w Ewangelii on ma dla nas gotowe odpowiedzi, ale jeśli nie zadam pytania, nie znajdę też odpowiedzi. A często jest też tak, że potrzebna jest pomoc osób trzecich w odnalezieniu odpowiedzi.
OdpowiedzUsuńNigdy nie wpadłem na pomysł, żeby tak wprost, bez ogródek zadać takie proste pytanie: Jak wierzysz? osobie niepełnosprawnej. Dziękuję za podpowiedź. Ale też dam Ci od razu odpowiedź:
Mój rówieśnik napisał mi tak: Słucham metalu, a to opcjuje czasem z szatanem. Ale styl mój to znaleźć czas na zabwę i modlitwę. Być do tańca i do różańca. Potrafię iść na czuwanie, pielgrzymkę, ale i tez na koncert metalowy gdzie o Bogu nie ma mowy. Ale ja w niego wierze. Myślę, że moja wiara jest dużo silniejsza. Nie wiem czy bym tak wierzył, gdyby nie wózek.
hmmm odnaleźć osobę trzecią.. Ja chyba taką znalazłam i mimo, że ta osoba o tym nie wie, dziękuję Bogu za nią każdego dnia.
OdpowiedzUsuńMówiąc o osobach niepełnosprawnych.. niczym się one nie różnią od Ciebie czy naszego autora blogu, chciałam tylko powiedzieć, że u takich osób szybciej znajdziesz odpowiedź na pytanie: dlaczego i jak wierzą?
Mając 16 lat dowiedziałam się, że mogłam całe życie spędzić na wózku. Ktoś by mi na pewno powiedział "miałaś szczęście", ja jednak inaczej bym to nazwała, ale czy posiadając taką wiedzę moja wiara jest silniejsza? Nie wiem
Nie różnią się niczym, aczkolwiek... Są chyba bardziej otwarte niż my!!!!
OdpowiedzUsuńMiałem podobne zdarzenie. Takie, że lekarza zapytałem: "ile mi zostało". Odpowiedź mnie umocniła: "Ty módl się o to żebym ja dobrze Cię poprowadził, ja modlę się za Ciebie o zdrowie". Dostałem wtedy obuchem po głowie.
Ale kolejne doświadczenia kontaktów z duchowieństwem doprowadzają mnie do wątpliwości?
niż my.... rozumiem.. niż ludzie zdrowi...
OdpowiedzUsuńCzy są bardziej otwarte? Nie wobec wszystkich, ale ogólnie rzecz biorąc to tak, masz rację.
Po prostu czasami boją się tego, że dana osoba ich nie zaakceptuje...
no, tak w takim sensie, niż my zdrowi. Czy boją się? Nie wiem. Może i tak. Ale wiem, że tą grupę którą poznałem, bardzo cenię, szanuję! I cieszę się że mogłem choć przez chwilkę być z nimi!
OdpowiedzUsuńCzasem po prostu ich choroby na pierwszy rzut oka nie widać... Boją się oni pokazać swoją chorobę, boją się, że osoba na której im zależy tego nie zaakceptuje... Czy tak jest u wszystkich? Nie wiem. Ja po prostu czegoś takiego doświadczyłam...
OdpowiedzUsuńa co sądzi na ten temat autor bloga?? :)
OdpowiedzUsuńPotwierdzam ptanie powyżej...
OdpowiedzUsuńTo ja się dołączę.. co do osób niepełnosprawnych.. Sądzę, że nie można powiedzieć, że wszyscy są otwarci, wszyscy się boją niezaakceptowania.. Wszystko zależy od.. od ludzi, których spotkali na swojej drodze, od rodzaju schorzenia, od.. nastawienia, od.. właśnie.. dużo tego.. to wszystko sprawia, że bardziej lub mniej przeżywają wszystko wokół.. a własnie konkretne wypowiedzi osób niepełnosprawnych dopiero pokazują prawdę. Trzeba patrzeć na każdego indywidualnie :)
OdpowiedzUsuńA teraz czekamy na autora bloga.. :)
Bez względu na to czy człowiek jest zdrowy czy nie, trzeba patrzyć na niego indywidualnie...
OdpowiedzUsuńOczywiście.
OdpowiedzUsuńco ja mam Wam powiedzieć?? Macie wszyscy rację.Każda osoba to inny przypadek i trzeba do tego"przypadku" podejść indywidualnie :)
OdpowiedzUsuńAle czy nie jest też prawdą że każda osoba to ten sam przypadek: dziecko boże?
OdpowiedzUsuńmhm...
racja :)
OdpowiedzUsuń